Pilch w swoim dzienniku pisze o kobietach, alkoholu,
tolerancji, literaturze, refleksji o czasie. Autor porusza tematy prostych,
zwykłych ludzi oraz problemy codziennego
życia, które się nie zmieniają. Pisze o rzeczach ważnych dla ludzi: bólu,
śmierci. Autor ,,Dziennika" pisze o sprawach dotyczących ludzi, o ludzkich
problemach. Odwołuje się do sytuacji dyktowanych niekiedy bieżącymi
zdarzeniami, które pod jego piórem stają się jednak jedynie pretekstem do
przemyśleń ogólniejszej natury. Zapiski pisarza zebrane w "Dzienniku"
stają się przez to czymś więcej niż doraźnym tekstem interwencyjnym lub
aktualnym felietonem. Podobnymi problemami do Pilcha zajmowały się: Eliza
Orzeszkowa i Maria Konopnicka.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 9 marca 2015
Opinie o epoce
Józef Bocheński, "Sto zabobonów. Krótki filozoficzny słownik zabobonów"
POZYTYWIZM.
Zabobonna filozofia wynaleziona w czasach nowożytnych przez filozofa
francuskiego A. Comte’a . Według niej tylko nauki „pozytywne” , tj.
przyrodnicze , mogą nam dać odpowiedź na wszystkie pytania , jakie można sobie
rozsądnie stawiać. Wszystko inne jest
zabobonem . [...] Jak słusznie zauważył N. Hartmann , filozofię tę należałoby nazwać nie „pozytywizmem”, ale „negatywizmem” , jako
że jej istotą jest negacja wszelkiego innego poznania ludzkiego.
Że pozytywizm jest zabobonem wynika z prostego faktu , iż
metoda nauk przyrodniczych nie nadaje się w ogóle do rozwiązywania wielu
zagadnień. Takimi są np. zagadnienia moralne , jako że nauki mogą mówić tylko o
tym , co jest , a nie o tym co ma być. Podobnie nie są dostępne metodzie nauk
przyrodniczych zagadnienia ściśle filozoficzne. Na przykład
psycholog-przyrodnik może wprawdzie odpowiedzieć na pytanie , jaki jest
przebieg i wzajemna zależność zjawisk psychicznych u człowieka , ale nie na
pytanie , czym jest dusza , czy jest , czy nie jest rzeczą itp.
Jerzy W. Borejsza
Dzięki wysiłkom tych pokoleń pozytywistów i organiczników ,
w znacznej części wychowanków Szkoły Głównej , kultura i nauka polska w zaborze
rosyjskim , kultura duchowa mimo ogromu nacisków rusyfikacyjnych nie tylko się
ostały , ale podczas najcięższej nocy postyczniowej można było mówić o ich
rozkwicie. [...] Burzliwemu rozwojowi gospodarczemu Królestwa , które zdobywało
rynki rosyjskie , nie towarzyszyły żadne wolności i nadzieje polityczne z
Petersburga. Do świtu było daleko . Pierwsze wielkie nadzieje rozbudziła
dopiero w czterdzieści lat po 1863 roku epoka wojny rosyjsko-japońskiej i
rewolucji 1905 roku. Pokazała ona , iż po najdłuższej nawet nocy przychodzi
świt. Ale jeśli dziś głosimy chwałę dokonań i legendy o 1863 roku , nie
zapominajmy o owych tysiącach Polaków , którzy przez pół wieku aż po rok 1918
zapewniali przetrwanie substancji , jestestwa narodowego , o tych , którzy
potrafili wskazać , iż powstania nie są jedyną drogą ku rozwojowi i zachowaniu
narodu , że czasem , aby je skutecznie przygotować i aby natrafić na
odpowiednią sytuację międzynarodową , potrzeba wielu dziesięcioleci.
Pozytywizm w innej postaci
"Jadłem właśnie zupę, kiedy zadzwonił kolega Tomasz, że dziś,
już za godzinę mam jedyną życiową szansę zjeść obiad z Blanką Matragi.
- Ale właśnie jem obiad – odparłem.
- Zwymiotuj go natychmiast – powiedział i przychodź pod
sklep Gucciego, Blanka będzie właśnie po zakupach i pójdziemy razem na obiad.
- Ale zaraz, kto to jest Blanka Matragi? – spytałem, żeby
się upewnić, czy warto porzucić dla niej zupę.
- Co ci będę mówił! Trzynastoletnia córka moich znajomych
marzy tylko o tym, żeby być Blanką Matragi. Każdy czeski dziennikarz wszystko
by oddał, żeby zjeść z Blanką obiad, a ty się wahasz. Muszę kończyć, bo mam
natychmiast zarezerwować przynajmniej dwie dobre restauracje, żeby Blanka miała
jakiś wybór. Wejdź do jakiejkolwiek księgarni i zorientujesz się, kim ona jest.
Wszedłem.
Książka Blanki Matragi z posrebrzonym nazwiskiem na okładce
i o posrebrzonym tytule „Blanka” leżała wszędzie. To autobiografia czeskiej
projektantki, która od ponad trzydziestu lat pracuje w Libanie i z sukcesem
tworzy stroje dla księżniczek z pałaców nad Zatoką Perską. Skończyła wydział
szkła artystycznego i projektowanie odzieży, i wyjechała za libańskim mężem
(wydawca zresztą podkreśla, że książka powstała w „autentycznej przestrzeni
Bejrutu”. Za kreatywność otrzymała międzynarodową nagrodę Salvadora Dali.
Przy sukniach Blanki każdy paw ze wstydu popełniłby
harakiri. Książka pełna jest zdjęć jej kreacji tak nieopisywalnych, że jedyne
co można z nimi skojarzyć to egzotyczne motyle. Nie bez racji. Bo „w każdym z
nas bez względu na narodowość, od małego dziecka po godną starość tkwi zaklęty
motyl. Jego swoboda i elegancja wciąż są dla mnie niewyczerpanym źródłem
inspiracji ze względu na swój romantyzm, delikatność i fantazyjną barwność” –
pisze Blanka Matragi na początku książki.
Gdyby ktoś się wciągnął w temat, to koniecznie dodam w
imieniu projektantki: „Lekki motyli dotyk jest moim marzeniem o wolnej duszy. A
wolność i swoboda są moimi życiowymi lejtmotywami”.
Książka jest opisem trudnej drogi, jaką pokonała Blanka
Kyselová ze środkowych Czech do świata, gdzie klient otwiera złotą skrzynię i
wyciąga z niej plik dolarów spiętych gumką, żeby zapłacić za ubranie. Bo ów
świat nie uznaje czeków i przelewów.
Za godzinę stawiłem się pod sklep Gucciego na najdroższej
ulicy Pragi. Blanka jeszcze była w środku, na zewnątrz czekał jej mąż i
przyjaciel mojego kolegi Tomasza (za dwa miesiące miałem być zaproszony na
uroczystą rejestrację ich związku w praskim ratuszu). Kiedy wyszła z Tomaszem i
zakupami ze sklepu, ujrzałem bardzo atrakcyjną kobietę bez wieku o długich
rudych włosach. Zgrabną i wyniosłą. Ona za to mnie w ogóle nie ujrzała i zaraz
wyznaczyła kierunek marszu: na Rynek Staromiejski, obejrzeć zabytkowe kamienice
na sprzedaż. Przystąpili z mężem do przetargu na trzy domy i chcą się im
jeszcze raz przyjrzeć.
– Cały czas mam poczucie – powiedziała po czesku do swojego
libańskiego męża – że trzy to za mało. Makram, ja bym chciała cztery!
Stanęliśmy pod renesansową kamienicą obok sławnego zegara z
figurami świętych, a ponieważ nie lubię być całkowicie ignorowany, zwróciłem
się do Blanki: - Już sobie wyobrażam jak dostawia pani do ściany tego domu
szerokie schody a modelki powoli schodzą z okna na trzecim piętrze wprost na
rynek.
Twarz Blanki Matragi zamieniła się w głowę węża.
- Pan mi nie musi podpowiadać pomysłów… - zasyczała. – Na
najlepsze pomysły J-A zawsze wpadam. J-A, proszę pana, zrobię wybieg dla
modelek w powietrzu między tym domem a tamtym po drugiej stronie placu. I będą
chodziły nad głowami ludzi.
Wzięła oddech.
- Kiedy ktoś wyrzeźbi rzeźbę trzymetrową, J-A rzeźbię
czterometrową. Kiedy inny projektant robi show na 150 modelek, J-A robię na
200. J-A nie potrzebuję rad. J-A, proszę pana, muszę mieć wszystko największe.
Nagle sekundę zastanowiła się nad czymś. – Tak! –
powiedziała rozpromieniona – zawsze uważałam, że powinnam pisać książki
filozoficzne.
Potem uśmiechnęła się z podziwem dla samej siebie i wydała
rozkaz: - Idziemy jeść!
Postanowiłem jednak nie pożegnać towarzystwa przed obiadem.
Czułem, że biorę udział w rzeczach niepowtarzalnych, a unoszenie się honorem,
sprawia, że tracimy z życia najcenniejsze kąski. Zaczęliśmy iść w stronę
restauracji, a Blanka Matragi w pierwszej parze przed nami zaczęła szeptać z
przyjacielem Tomasza. Ten jej coś wyjaśnił, nagle odwróciła się do mnie i
krzyknęła teatralnie: - To pan?!
- Nie wiem – odparłem.
- To pan napisał „Gottlandbestseller”?!
- Nie wiem, czy to jest bestseller… – zacząłem z fałszywą
skromnością. – Ale tak, to ja – dokończyłem.
Uśmiechnęła się z podziwem. – Właśnie! – zaczęła – dziś
kierowniczka księgarni na Placu Wacława, to największa księgarnia w środkowej
Europie, mnie przekonywała: „Blanko, TO musisz przeczytać! To jest
„Gottlandbestseller”. Ona mi zawsze zostawia 15 ważnych książek, gdy
przyjeżdżam z Bejrutu, no ale tę polecała szczególnie. Oczywiście był pan w tym
roku na targach książki?
- Byłem.
- Ile osób przyszło do pana po autografy?
- Myślę, że z dwieście, trwało to dwie i pół godziny .
- Ja miałam 360 i trwało to trzy i pół godziny, ale i Pan
kiedyś osiągnie prawdziwy sukces, jestem przekonana.
Kiedy już siedzieliśmy w restauracji i zrecenzowali z
Tomaszem wszystkie hotele w Nowym Jorku, nagle zwróciła się do mnie
rozradowana: - Musimy razem napisać książkę!
Zakrztusiłem się makaronem.
- Ile czasu pan pisał swoją?
- Powstawała pięć lat.
- Coooo? Ja swoją pisałam dwa tygodnie. Dyktowałam
wynajętemu człowiekowi, a on spisywał. Jak można tak długo pisać książkę? Pięć
lat? Ale kiedyś i pan osiągnie właściwe standardy. Pod warunkiem, że napiszemy
razem książkę. Napijmy się z tej okazji…
Wychyliłem kieliszek i odważyłem się zadać pytanie.
- A o czym miała by być ta nasza książka?
- No jak to… - zdziwiła się wyrozumiale. - O tym jak
bestseller spotkał się z bestsellerem."
Motyli dotyk Blanki M., blog Mariusza Szczygieła
niedziela, 8 marca 2015
Manuela Gretkowska "Obywatelka"
Książka Manueli Gretkowskiej pt. ,,Obywatelka" jest
dopełnieniem trylogii, na którą składały się „Polka” (2001) i wydana trzy lata
później „Europejka”. „Obywatelka” jest dziennikiem dni, w których Partia Kobiet
święciła triumfy.. Szokujące plakaty, na których zaprezentowane zostały
roznegliżowane kobiety – to był tylko jeden z niewielu chwytów, które sprytnie
wykorzystały członkinie ugrupowania. Relacja Manueli Gretkowskiej to w dużej
mierze opowieść o problemach, z którymi przyszło się jej zmierzyć: niechęć
prasy, kłopoty wewnętrzne ugrupowania, borykanie się z problemami finansowymi,
wreszcie aktywny i bardzo męczący tryb życia, spędzanego głównie w trasach, na
wywiadach i konferencjach. Gretkowska pragnie zrewolucjonizować polską
mentalność: wprowadzić szeroko rozumiany problem kobiet do sejmu i wywalczyć
dla nich to, co jej zdaniem słusznie się kobietom należy. Relacja Gretkowskiej
daleka jest jednak od obiektywnego przedstawiania faktów: jej opowieści nasycone
są emocjami i wiarą w słuszność własnych poczynań.
Stefan Chwin "Wiedeńska miłość Stacha W."
Stefan Chwin w swoim utworze ,,Wiedeńska miłość Stacha W.''
parafrazuje powieść Bolesława Prusa ,,Lalkę". W opowiadaniu Chwina
występuje współczesny Wokulski, który jeździ Porshe, nosi garnitury w
dyplomatycznym stylu z firmy krawieckiej Jamesona i buty szyte w Mediolanie na
miarę, pachnie Hugo Bossem, jest najbogatszym Polakiem wg tygodnika Wprost. W
opowiadaniu pojawia się również Izabela, ukochana Wokulskiego, która
przedstawiona jest jako drewniana, głupia intrygantka.
Historia ta jest pełna
humoru, ironii, pisana prostym, przyjemnym językiem.
„Oto i mamy współczesnego Wokulskiego, który jeździ Porshe,
metki jego ubrań sygnowane są nazwiskiem Saint Laurent, pachnie Hugo Bossem,
jest najbogatszym Polakiem wg tygodnika Wprost itp. I mamy również Izunię, a
jakże! Drewnianą, głupiutką intrygantkę, lalę – czyli wiemy o co chodzi.
Opowiadanko pełne humory, ironii, kpiny, świetnie napisane, język stylizowany
wg łacińskiej składni z orzeczeniem na
końcu zdania. Czyta się rewelacyjnie, a i uśmiać się można.”
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)
.jpg)

